A Free Template From Joomlashack

A Free Template From Joomlashack

Sprawozdanie

Już dwa tygodnie po XV finale. Teraz już na chłodno mogę podsumować i opisać ten niesamowity szał. Na najwyższe obroty "wskoczyliśmy" w piątek. Wtedy należało zadomowić się w naszym sztabie. Już dawno w biurze Promocji Regionu Chojnickiego nie było takiego tłumu. Jedni wnosili kolejne potrzebne nam rzeczy, inni zajmował się już składaniem skarbonek i uzbrajaniem ich w antyzłodziejowe patenty. W sobotę niemal równocześnie powstawały dwie sceny - pierwszą z nich na Stary Rynek przywieźli nasi przyjaciele z Czerska (dzięki panie Bogdanie!!!). Drugą sztabowicze zakomponowali w ChDK-u. Scenografia powstawała przez cały tydzień i musiała budzić podziw i serdeczne uśmiechy. W sobotę cały sztab spędził w domu kultury praktycznie cały dzień. - żeby dopiąć wszystko na ostatni guzik. I udało się rozpocząć Zadymę niemal punktualnie o godz. 16. Szkoda tylko, że przy nielicznej widowni. Ci, którzy nie zdążyli tam trafić wiele stracili. Recitale nieco starszych naszych kolegów (Grupa Poetycka "Na oścież" czy Ryszard Stopa) były przeplatane solowymi i zespołowymi popisami obecnych licealistów. A w finale grupa misyjna z parafii w Kamieniu Krajeńskim wszystkim sprawili niespodziankę. Miała być zadyma - to była!!! Cała scena a i część widowni zawirowała w tumanach pierza, które później musieliśmy łapać i sprzątać przez ponad godzinę. Ale warto było. Tak długa (bo trwająca ponad 4 godziny) impreza nie była bynajmniej końcem naszych zajęć. Tuż przed północą ruszyliśmy na dworzec wyglądając tam specjalnego orkiestrowego pociągu. Jak się okazało, pospieszyliśmy się zaledwie o 12 godzin :). Stamtąd popędziliśmy do hali Parku Wodnego... na licytacje podczas studniówki. Handel się udał, zwłaszcza w przypadku plakatu z autografem Jurka Owsiaka. Trafił w dobre ręce za ponad 100 zł.

Po tych wrażeniach chwilka wytchnienia i .... finał!

Raniutko wysłaliśmy pierwszych wolontariuszy a w południe rozpoczęliśmy imprezę na rynku. Jak wkrótce się okazało, była to impreza z "zakrętami" ale nie z naszej winy. Koncert rozkręcał zespół Masiwwe a po nim ja wraz z Pietruchą z repertuarem szantowych przebojów. Kolejnym punktem programu miało być karakoe a po nim koncerty grup Succumb i Sok. Druga z nich uprzedzała nas już wcześniej o swej nieobecności, ale Succumb uczynił to na godzinę przed swoim koncertem w Chojnicach. Z tego względu karaoke - głównie z udziałem wyżej wymienionych oraz Spensera (czyli szefa sztabu) - musieliśmy przedłużyć. Koncertowe szaleństwo wróciło wraz z grupą Senex a potem impreza toczyła się już wedle wcześniej ułożonego scenariusza. Niezawodnie zjawił się też Livestock ze swymi ( i naszymi) przyjaciółmi z niemieckiego miasta Emsdetten. Te dwa koncerty chojniczanie będą pamiętać długo. Ja też - po raz pierwszy na Orkiestrze mieliśmy zagranicznego wykonawcę. W tym roku ponownie zaskoczył nas - i to bardzo pozytywnie - Bogdan Duraj. do licytacji przekazał złote serducho, które sam wcześniej wylicytował za ogromną sumę. Nam udało się je sprzedać za 2200 zł. Prawdziwym szaleństwem w wykonaniu Spensera okazało się zaś licytowanie łosia. Nikt nie zdołał przebić sztabu, wobec czego mogliśmy oznajmić, że ŁOŚ JEST NASZ! (Gwoli ścisłości - za 375 złotych - dorzucił się sztab gminny). To, co zaoferował nam do licytacji Irek Korycki, też okazało się przebojem - przejażdżka z nim na odcinku specjalnym (sprzed kilku lat wiem, jaka to frajda, zatem zwyciężczyni licytacji po cichu zazdrościłem, ale bez zawiści). Zresztą ten krótki rajd nie był jedynym sympatycznym gestem ze strony Irka - ogromne dzięki za natychmiastową pomoc w awaryjnych momentach).

Ale wracając do koncertu - po liczbie widowni widać było wyraźnie, że ludkowie czekają głównie na Kokon. Po kilkuletniej orkiestrowej absencji ich występ był dobrym pomysłem. Podobnie jak wieńczący całość koncert grupy Nefastus. No i były jeszcze fajerwerki - po raz drugi na orkiestrze a po raz pierwszy dobrze widoczne i trzeba przyznać - zajefajne.

Taki ogrom pracy wystarczył, żeby wszystkich członków sztabu zdrapywać z podłogi w niedzielny wieczór. Niemal tak było, ale dopiero rano, po uprzednim wysprzątaniu sztabu. Jak określił sam Spenser, byliśmy samobójcami. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie zasuwałby 24 godziny na dobę ( a właściwie 72 godziny na 3 doby non-stop), nie otrzymując za to wynagrodzenia. Dla nas to była mimo wszystko frajda, bo znowu udało się zrobić coś dobrego.

autor: Bzyku
Joomla Extensions: by JoomlaShack